Stanisław Ruksza
Jezus Maria! Czyli o kulcie marki
i psychozie strachu.
"Gdybyśmy nie posiedli sztuki przerysowania
[...] bylibyśmy skazania na przerażająco nudne życie, na istnienie niewarte
istnienia [...] Aby uczynić coś zrozumiałym, musimy przerysować [...]
tylko przerysowanie jest metodą poglądową, nawet niebezpieczeństwo,
że nazwą nas błaznami, nie przeszkadza nam..."
Thomas Bernhard, Wymazywanie
"Jezus Maria!" Ten modyfikujący zwykle
kontekst językowy wykrzyknik konotuje z religijnym i ludowym, z odświętnym
i codziennym. "Jezus Maria!" jest pojemnym hasłem, łączącym potrzebę
reakcji z negatywnym komentarzem zastanej sytuacji. Jezus Maria! to
wielowątkowy projekt katowickich artystów Matyldy Sałajewskiej i Michała
Kopaniszyna w którym tytuł stanowi raczej rodzaj ideowej klamry, nie
zaś przewodnią ideę.
Na sam projekt składają się: slide-show inscenizowanych fotografii na
wzór religijnej ikonografii malarstwa nowożytnego, quasi-ludyczne akcje
i ich filmowe zapisy, plakaty, stand przedstawiający Jezusa i Maryję,
dokumentację kuriozów dewocyjnego kiczu czy wreszcie produkty z koniecznymi
korporacyjnymi atrybutami. Towarzyszy mu strona internetowa z "zajawkami"
projektów. Jezus Maria! obejmuje też to, co w zderzeniu z nim nastąpiło,
co zostało włączone w obszar gry, co się ujawniło w zestawieniu ze sztuką,
jako zestawem danych. W tym sensie projekt Kopaniszyna i Sałajewskiej
jest klasyczną sztuką prowokującą par excellence (w znaczeniu łacińskiego
provocare - 'wyzywać', 'wywoływać'). Z jednej strony rzuca wyzwanie
w przestrzeni publicznej, z drugiej staje się depozytariuszem powszechnych
poglądów, reakcji lub ich braku (!) na postawiony problem. Tym samym
staje się dodatkowo przewrotnym dokumentem czasów polskiej po/transformacji,
a jego twórcy - artystycznymi notariuszami, sprawdzającymi zgodność
symbolicznych znaczeń jego praw i reguł.
Wyraźnie społeczne ukierunkowanie twórców Jezus Maria! (nota bene nazywają
czasem swoją działalność "turbosocjologią") powoduje, że najsilniejsze
są ich działania w przestrzeni publicznej, udokumentowane filmowym zapisem.
Zasadniczy zręb ideowy projektu stanowi gra z modelem polskiego katolicyzmu
demonstracyjnegoczy etykietowego, który jako dominujący w Polsce, stara
się narzucać swoje wyobrażenia przyszłości reszcie społeczeństwa (i
mieć wpływ na wszystkie dziedziny życia publicznego), co pozwala zarazem
zobaczyć czające się w tle fantazmaty, bolączki i rozczarowania obywateli
kraju na Wisłą. Istotne, że ta artystyczna gra odbywa się poza instytucją
Kościoła, czyli przestrzeni sacrum "udomowionego", w miejscach, w których
ten ostatni pojawia się jedynie po uprzednim rozciągnięciu nań swej
infrastruktury, np. pielgrzymki papieskie, realny wpływ na publiczne
media, etc.
Jedną z ważniejszych akcji było swoiste "kazanie" Kopaniszyna przed
katowickim dworcem PKP. Artysta, stojąc ze Świętą Biblią złożoną z odpadków
cywilizacji, krzyczał: "ludzie, jezusmaria, gratis, aids, sms, rtv,
zacznij, sony, wc, real, superceny". Pomieszanie, wywrócenie lub brak
mentalnej hierarchii wartości w społeczeństwie wydaje się kluczowe dla
dalszych działań JezusMaria!
W grudniu 2005 roku, tuż przed świętami Bożego Narodzenia, Kopaniszyn
i Sałajewska "zainfekowali" swym projektem przestrzeń katowickiego hipermarketu
Tesco. Na półkach sklepowych rozstawili nowe produkty, przypominające
oryginalne pudełka z ryżem, mlekiem czy butelkę soku. Nazwy produktów
brzmiały: "Ciało Chrystusa (dietetyczne)", "ciało i krew Chrystusa (3%
tłuszczu)", "naturalna krew Chrystusa (średniomineralizowana niegazowana)".
Zamiast kodów paskowych - promieniująca aureola z hasłem "O Jezu", szatańska
cena - 6,66. Na parkingu przed sklepem Sałajewska rozdawała ulotki.
Reakcje ludzi były zaskakująco obojętne. "Na 100 osób, bo tyle rozdałam
ulotek, tylko dwie zareagowały, że coś jest nie tak. To przerażająca
statystyka" - komentowała artystka. Najczęstsze reakcje to zwykłe: "Ciało
i krew Chrystusa? Co to za głupoty?" (sic!) czy "Co to w ogóle jest?
Ciało i krew Chrystusa?". "Promocja" trwała do momentu, kiedy ochroniarze
zorientowali się, że coś jest nie tak, a artyści ratowali się ucieczką.
Moc akcji objawiła się paradoksalnie w braku reakcji, rejestrze kompletnej
znieczulicy. Dla konsumentów produkt był wiarygodny, identyfikowalny,
a przede wszystkim tłumaczył się autorytetem marki. Te zaś "nie są produktami,
tylko ideami, postawami, wartościami i doświadczeniami". Są abstrakcyjne.
Podobnie w JezusMaria! Artyści posłużyli się nie tyle samym realnym
symbolem, ale jednym z dogmatów stanowiących o fundamencie wiary i religii,
a w logicznym następstwie - o jej faktycznej żywotności. Zadziałała
metoda pułapki, w którą ludzie sami się łapią; ujawnia się hipokryzja.
A z drugiej strony możemy sobie wyobrazić legitymizowany marką produkt
"Ciało i krew Chrystusa". Dokumentowana przez artystów dewaluacja widzialnej
warstwy duchowości (dewocjonalia sprzedawane przy kościołach, np. złocony
krzyż-scyzoryk czy zegar z Chrystusem, który ma wbite wskazówki między
nogami), ujawnia jego potencjalność oraz brak sprzeciwu kościoła na
bałwochwalczy proceder (z którego czerpie nierzadko pieniądze: sklepiki
kościelne, wynajmowany teren, własna produkcja etc.). Tym bardziej,
że "świat wielkich korporacji zawsze nosił głębokie piętno New Age"
i nie zawahałby się przed instrumentalnym wykorzystaniem katolicyzmu
dla podniesienia wiary-godności marki.
Pusty flagowy katolicyzm, pokazany poprzez brak reakcji w dokumentacji
JezusMaria! w Tesco, ma swoją kontynuację w akcji zbiórki pieniędzy
na głodujących księży i siostry zakonne w Polsce. Oczywiście dość szybko
znaleźli się wspomagający funduszami akcję. Gdy przyjrzymy się dokumentacji
wideo, okazuje się, że w tym przypadku nie było tak łatwo i że bezpośrednie
poparcie dla kleru nie jest takie oczywiste. Powodem tego stanu jest
przede wszystkim zmiana roli, jaką w potransformacyjnej Polsce chce
pełnić Kościół. Stanowiący przestrzeń wolności w latach PRL, Kościół
lat 90. przemienił się w siłę żądną wpływu na kształt nowych ustaw i
mentalności społeczeństwa. Wystawiono Polakom rachunek za azyl. Wizje
Kościoła dla nowej rzeczywistości były przygotowywane już wcześniej.
"Rzeczywiście, gdy ten czas nadszedł, nota bene szybciej niż ktokolwiek
mógł się tego spodziewać, rachunek ten był już przygotowany". Ale na
prawicową "amunicję" haseł nowej moralności ludzie są jakoś odporni.
Polska po 1989 stała się chwilową realizacją snu o bogatym Zachodzie.
W nieuniknionych procesach reformujących kraj Kościół nie wziął bezpośredniego
udziału, starając się przestrzec lud przed korzystaniem z wolności (znajdując
dla jej dobrych i złych, słusznych i niesłusznych cech kolejne casusy),
której był wcześniejszym orędownikiem. Podobnie proces mozolnie wciąż
wprowadzanej demokratyzacji, mylonej stereotypowo z wolnorynkową gospodarką,
jest traktowany wyrywkowo przez Kościół, który dla niewygodnych kwestii
zaczął demonizować łatką "liberalności". Tym samym utracił część swojej
wiarygodności, wzmacnianej tylko czasowo kolejnymi pielgrzymkami papieskimi.
W akcji JezusMaria! ujawnia się porażka polskiego katolicyzmu z rzeczywistością
konsumpcyjną, a film dokumentujący zbiórkę pieniędzy dla duchowieństwa
stał się niezideologizowanym zapisem faktycznych nastrojów społecznych.
JezusMaria! Michała Kopaniszyna i Matyldy Sałajewskiej dotknął wreszcie
bezpośrednio problemu wolności i rynku pracy. W akcji Cudy artyści ustawili
w centrum Katowic na kupie śniegu, ozdobionej czerwonym "okiem opatrzności",
lodową figurkę maryjną. Odwołali się do ludowych cudów (spływające krwawe
łzy świętej figurki czy zacieki na szybie w kształcie Matki Boskiej
etc.). Rejestr akcji pokazuje pracę służb odśnieżających miasto, wydzwaniających
do przełożonych, co zrobić z zaistniałym faktem. Ostatecznie potencjalna
groźba utraty pracy wskutek zniszczenia przypuszczalnego obiektu kultu
zwycięża. Jeden zwał śniegu pozostaje nienaruszony.
Przypadek JezusMaria! pokazał po raz kolejny psychozę strachu w oficjalnej
rzeczywistości sztuki w Polsce. W kraju demokratycznym, wolnym od cenzury,
projekt nie ma realnej szansy na zaistnienie w publicznej galerii, a
więc na konstytucyjnie zagwarantowaną możliwość polemiki (ta ostatnimi
czasy jest monopolizowana przez partie polityczne) za pieniądze państwa
(koronny argument wielu urzędników miejskich, w którym odbija się nazistowski
pogląd o "sztuce zdegenerowanej"). Ale w przypadku JezusMaria! poniosła
też klęskę ASP w Katowicach, której Matylda Sałajewska jest studentką,
a Michał Kopaniszyn prowadzącym Pracownię Nowych Mediów. Projekt artystów
zna większość studentów i profesorów uczelni. Dziś niewielu chce o nim
mówić. "Chwalić projekt Matyldy Sałajewskiej i Michała Kopaniszyna czy
lepiej nie przyznawać się, że się go widziało?" - pytała katowicka "Gazeta
Wyborcza". Strach przed zabraniem głosu (nieważne czy z pozytywną czy
negatywną opinią) przez uczelnię jest w istocie podważeniem własnego
autorytetu i sensowności uprawiania przedmiotu sztuki, jeżeli zasadniczym
jej przymiotem jest przecież wolność wypowiedzi.
Projekt JezusMaria! nie ma sprecyzowanego celu ataku. Jest swego rodzaju
"magnetyczną bombą odpryskową", przyciąganą przez problemy społeczne.
Tym samym jest produktem wielokrotnego użytku. Gorzej, jeżeli produkt
ten sprawdza się na terytorium sztuki. "Nie możemy udawać, że jest dobrze,
kiedy tak nie jest" - mówi Sałajewska. Kiedy się o sztuce milczy, ta
ma za zadanie krzyczeć...
wrzesień 2006